Kibice w całej Polsce nie mogą w ostatnich tygodniach narzekać na brak wydarzeń w naszym kraju. Mistrzostwa Europy siatkarzy, eliminacje Mistrzostw Świata w piłce nożnej, w końcu odbywające się u nas w kraju Mistrzostwa Europy w koszykówce mężczyzn, to wydarzenia, które przykuwają uwagę dużej części społeczeństwa. Okres ten jest okazją do przyjrzenia się kondycji sportu lubelskiego, która w ostatnich latach, z nielicznymi wyjątkami, nie wygląda najlepiej.
Jeśli popatrzymy na sporty indywidualne, to osiągnięcia lubelskich zawodników nie wyglądają jeszcze tragicznie. Dziesięcioro reprezentantów Polski na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie pochodziło z Lubelszczyzny. Stanowili tam jednak tylko tło dla największych mistrzów. Sukcesy odnosili za to przedstawiciele sportów nie olimpijskich. Tutaj należy wspomnieć o sportach walki – boksie kobiet, karate, taekwondo, zapasach, utalentowanych pływakach, czy motocrossowcach. Niemniej jednak są to, albo sporty o dość ograniczonej popularności, albo zawodnicy z regionu nie stanowią w niej światowej elity.
Dużo bardziej na wyobraźnię działają osiągnięcia w sportach drużynowych. Te, niestety, na Lubelszczyźnie są mizerne. Jedynym pozytywnym wyjątkiem jest postawa piłkarek ręcznych, które w ostatnich 15 sezonach 14 razy zdobywały tytuł Mistrza Polski. Niestety szczypiorniak w wykonaniu pań, nie cieszy się tak wielką popularnością jak zmagania drużyny Bogdana Wenty. Niewielka konkurencja na arenie krajowej dla lubelskiego zespołu sprawia, iż pojawia się on sporadycznie na łamach ogólnokrajowych mediów.
Dużo bardziej popularna w świecie jest piłka nożna. Litościwie przemilczę perypetie czołowych drużyn regionu w kontekście afery korupcyjnej. Faktem jest natomiast, że stadion na którym przyszło rozgrywać mecze piłkarzom Motoru nie jest godzien stania w mieście, które ma aspiracje metropolitalne (które nijak nie przekładają się na działania, ale w sferze deklaratywnej istnieją). A jest przecież jeszcze stadion Lublinianki – równie szpetny i zniszczony. Mający aspiracje do gry w Ekstraklasie Górnik Łęczna w tym sezonie wypada słabo i nie zanosi się na to, abyśmy w przyszłym sezonie mogli na jego stadionie oglądać występy najlepszych drużyn kraju. Zresztą poza Górnikiem kluby cierpią na chroniczny brak funduszy, co z pewnością nie ułatwia im zadania. Trudno się zresztą dziwić, że niewielu jest inwestorów skłonnych wyłożyć kasę na klub, którego kibice potrafią zniechęcić do przyjścia na stadion groźbą burd i zamieszek. Policja zaś skłonna jest zamknąć centrum Lublina dla ruchu, po to, żeby chuligani mogli bić się tylko między sobą. A przecież stabilność finansowa jest podstawą w oparciu o którą można dopiero myśleć o budowaniu sukcesu sportowego.
Nadzieją na poprawę sytuacji piłki w Lublinie jest obietnica budowy nowego stadionu miejskiego. Niby pieniądze na to będą, niby to tylko kwestia czasu, ale co i rusz dowiadujemy się o nieprzewidzianych komplikacjach. Śledząc perypetie wcześniejszych inwestycji w mieście… aż strach się bać.
Inne dyscypliny nie prezentują się wcale lepiej. Reprezentujący koszykówkę gracze Startu Lublin dalecy są od największych sukcesów tego klubu, podobnie jest z AZS Lublin wśród kobiet. Żużel ma dużą liczbę fanów w mieście, niestety sponsorzy nie walą drzwiami i oknami. Największe kluby z regionu pochodzą spoza Lublina, Górnik Łęczna, Azoty Puławy czy sekcja siatkówki Avii Świdnik mają ponadto poważnych sponsorów, z którymi współpracują już długi czas.
Właściwie wydaje się, że wyciąganie lubelskiego sportu z marazmu nie następuje. Niewiele wskazuje na tom, by miało się to w najbliższym czasie zmienić. Trudno oczekiwać, że nawet na nowym stadionie piłkarze zaczną wygrywać i zadłużony klub awansuje do ekstraklasy. Mało kto oczekuje sukcesów od przedstawicieli innych dyscyplin. Oprócz piłki ręcznej. Miejmy nadzieję, że zawodniczki dawnego Montexu będą chronione ze wszystkich stron. Bo gdy mówimy o sporcie w Lublinie obowiązkiem jest zaczynać właśnie od nich.